Święta Teresa od Dzieciątka Jezus (Thérèse de Lisieux). Public Domain
ŚWIĘTA TERESA OD DZIECIĄTKA JEZUS
– Patronka Misji Katolickich, Doktor Kościoła Powszechnego
Maria Franciszka Teresa urodziła się 2 stycznia 1873 roku w rodzinie Ludwika i Zelii Martin jako dziewiąte dziecko. W piętnastym roku życia wstąpiła do klasztoru karmelitanek bosych i otrzymała imię Teresy od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. W życiu zakonnym starała się z miłości ku Bogu doskonale spełniać wszystkie, nawet najmniejsze obowiązki. Nazwała tę drogę do doskonałości „małą drogą dziecięctwa duchowego”. Swoje przeżycia duchowe notowała w rękopisach znanych pod nazwą „Dzieje duszy”.
Zmarła 30 września 1897 roku. Papież Pius XI kanonizował ją w roku 1925 i ogłosił Patronką Misji Katolickich. 19 października 1997 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją Doktorem Kościoła Powszechnego.
Pragnę przybliżyć postać św. Teresy od Dzieciątka Jezus w formie wywiadu, jaki chciałbym z nią przeprowadzić i wyobrażając sobie co by mi odpowiedziała.
- Grzegorz Sikorski FDP: Nasze zainteresowanie osobą Siostry bierze się stąd że Siostra mimo młodego wieku, przypomnijmy dożyła Siostra wieku 24 lat, została ogłoszona Doktorem Kościoła i powierzona została Siostrze za życia a jeszcze bardziej po śmierci misja specjalna: Patronka Misji Katolickich. Czemu Siostra to zawdzięcza, będę się do Siostry zwracał Siostro Teresko, czy była Siostra Tereska cudownym dzieckiem.
Siostra Tereska: To chyba przesada z tym cudownym dzieckiem. Urodziłam się 2 stycznia 1873 roku w Alencon, w Normandii. Byłam dziewiątym dzieckiem rodziców Ludwika i Zelii Martin i zostałam obdarzona ogromnym ciepłem rodzinnym, zarówno od rodziców jak i od czterech starszych sióstr. Przyznam się że byłam „oczkiem w głowie” mojego Taty, który pieszczotliwie nazywała mnie „królewną”. W jednym z listów do mojej siostry Pauliny, która wstąpiła do Karmelu napisała o mnie: : Z małego trzpiota nie wiadomo co wyrośnie; jaka jest mała – taka roztrzepana. Inteligencją przewyższa Celinę, za to jest o wiele mniej łagodna, a przede wszystkim niezmiernie uparta; kiedy powie – nie – za nic nie ustąpi, woli pozostać cały dzień w piwnicy, a nawet noc, aniżeli powiedzieć tak…. Przy tym wszystkim ma złote serce, jest czuła i bardzo szczera. Przyznam się że odznaczałam się uporem, ale i szczerością ale też często pojawiał się u mnie dziecięcy egoizm.
Ks. G. S. Czy przypominasz sobie pierwsze myśli o życiu duchowym? Co z nich zapamiętałaś?
Siostra Tereska: Od najmłodszych lat myślałam o niebie i kiedyś chciałam aby moja mama umarła bo będzie w niebie. I tak się stało gdy miałam cztery lata moja mama odeszła do nieba, o czym byłam przekonana. Tam też przeniosła się czwórka mojego rodzeństwa, dwóch braci i dwie siostry. Miałam głęboko wierzących, pracowitych rodziców którzy napełniali dom ciepłem miłości i radością dnia codziennego. Ale ta prostota wiary dziecka jaki otrzymałam i jaki się we mnie rozwinął stał się największym rysem mojej duchowości. Przypominam sobie moje pierwsze wysiłki na drodze do doskonałości. Biorąc przykład z rodziców i wielki mój „autorytet” siostrę Paulinę przezwyciężałam się w codziennym zachowaniu i w kieszonce nosiłam „różaniec dobrych uczynków”, by w ten sposób sprawdzać ile w danym dniu spełniłam małych ofiar dla Boga. W czasie pobytu w Karmelu, gdy zbliżała się śmierć wielkim pocieszeniem była dla mnie moja towarzyszka życiowa: „Myśl o niebie była całym moim szczęściem”.
Ks. G. S. Już jako dziecko weszła Siostra w „ciemną noc”. Jak do tego doszło?
Siostra Tereska: Gdy miałam osiem lat zostałam oddana do internatu w klasztorze benedyktynek w Lisieux (1881-1886). Po latach radości i beztroski doświadczyłam wielu przykrości ze strony uczennic a czary goryczy dopełniło odejście Pauliny do Karmelu. Nie wiedziałam co to jest Karmel, ale zrozumiałam, że Paulina mnie opuści, by wstąpić do klasztoru; zrozumiałam, że nie będzie na mnie czekać, że stracę zatem moją drugą Matkę! Dobrze wychowana, przygotowana przez Paulinę, i jak na swój wiek dojrzała duchowo, Teresa nie umiała odnaleźć siebie w Opactwie. Wrażliwa i delikatna dusza spotykała się z zazdrością, złośliwością, różnego rodzaju przykrościami ze strony starszych od siebie uczennic. Z tego powodu płakała i cierpiała lecz nikomu się nie skarżyła, powoli usuwała się w cień. Będąc z natury nieśmiałą i delikatną, nie wiedziałam, jak się bronić, i nic nie mówiąc, tylko płakałam. Nie skarżyłam się nawet Bogu. Nie posiadałam jednak dostatecznej cnoty, by wznieść się ponad te nędzne życie, i moje małe biedne serce cierpiało bardzo. Pamiętam że płakałam gorzkimi łzami, bo nie wiedziałam jeszcze, co to jest radość płynąca z ofiary; byłam słaba, tak słaba, że uważam za wielką łaskę zdolność przetrzymania tak ciężkiego doświadczenia, które zdawało się przerastać moje siły! Nowe i trudne doświadczenia przyprawiały mnie o chorobę, która zaczęła się bólami głowy. Porywały mniw ataki, podczas których rzucałam się, a nawet padałam na ziemię; czasem kilka godzin pozostawałam w omdleniu. Nigdy jednak nie traciłam zdolności prawidłowego rozumowania. Nie wiem, jak opisać tę przedziwną chorobę; teraz tłumaczę ją sobie jako dzieło szatana, ale długi czas po odzyskaniu zdrowia byłam przekonana, że udawałam chorobę, i to było prawdziwym męczeństwem dla mojej duszy.
Ks. G. S. Co pomogło wyjść Siostrze z tego stanu, dziś powiedzielibyśmy, stanu depresyjnego?
Siostra Tereska: Gdy Najpierw zostałam obdarowana jak to nazywam „uśmiechem od Maryi”. Tak!!! Z tej niewytłumaczalnej choroby zostałam uleczona przez Maryję. Zobaczyłam uśmiech na twarzy figurki Maryi, przed którą rodzina zwykle się modliła. Nagle Najświętsza Panna wydała mi się piękna, tak piękna, że nigdy nie widziałam nic równie pięknego. Jej twarz tchnęła dobrocią i niewypowiedzianą czułością, ale tym, co przenikało mnie aż do głębi duszy, był ,,czarujący uśmiech Najświętszej Panny”. Rozwiały się wszystkie moje utrapienia; dwie wielkie łzy wysunęły się spod powiek i cicho spłynęły po policzkach, a były to łzy niezmąconej radości… Ach! pomyślałam, Najświętsza Panna uśmiechnęła się do mnie, jakże jestem szczęśliwa… pomyślałam jednak od razu: nigdy nikomu o tym nie powiem, bo wtedy zniknie moje szczęście.
Ks. G. S. A kiedy u Siostry Tereski pojawiają się pierwsze przeżycia mistyczne?
Siostra Tereska: Myślę że to był rok 1884, przystąpienia po raz pierwszy do Komunii świętej. Byłam do niej przygotowana bardzo starannie przez moją matkę chrzestną Marię. Pamiętam jak z wielką uwagą, pilnością i szczęściem wsłuchiwałam się w nauki. Rozważałam z rozkoszą książeczkę „O wyrzeczeniach”, która wzbudzała we mnie pragnienie bycia świętą przez wierność w najdrobniejszych rzeczach. Po trzydniowych rekolekcjach w wigilię wielkiego dnia otrzymałam po raz drugi rozgrzeszenie. Niezapomniane przeżycie po spowiedzi generalnej która pozostawiła w mej duszy i Dobry Bóg nie dopuścił, by choćby najmniejsza chmurka go przyćmiła. Sam moment przyjęcia Komunii świętej był jak pocałunek miłości; czułam, że jestem kochaną i sama również mówiłam: ,,Kocham Cię, oddaję się Tobie na zawsze”. Nie było żadnych próśb, zmagań, ofiar; już dawno Jezus i ja biedna mała Teresa spojrzeliśmy na siebie i zrozumieliśmy się… Ale tego dnia nie było to już spojrzenie ale zjednoczenie; nie było już dwojga; Teresa znikła jak kropla wody w głębiach oceanu. Pozostał sam Jezus; On był mistrzem, Królem. Czyż ja Teresa nie prosiłam aby zabrał mi wolność, gdyż wolność napawała mnie lękiem; czułam się taka słaba, taka nędzna, że pragnęłam na zawsze połączyć się z Bożą Mocą! Poczułam rodzące się w mym sercu wielkie pragnienie cierpienia z równoczesną wewnętrzną pewnością, że Jezus zachował dla mnie wiele krzyżów. Cierpienie pociągało mnie, zachwycało mnie swoim urokiem, choć dobrze go jeszcze nie poznałam. Dotąd, jeśli cierpiałam, to cierpienia samego nie kochałam; od tego dnia poczułam dlań prawdziwą miłość. Wylania łask dopełnił Sakrament Bierzmowania. Pamiętam że wtedy zaczęło się moje odczucie, że z Nim samym jedynie umiałam mówić; rozmowy ze stworzeniem, nawet pobożne, męczyły moją duszę… Czułam, że lepiej jest mówić do Boga, niż rozmawiać o Bogu, bo do rozmów duchowych miesza się tak wiele miłości własnej!
Ks. G. S. Jak Siostra Tereska przyjmuje określenia swojej osoby: „mistrzyni życia duchowego” i „mistyczka”? Pierwszy ważny etap na tej drodze?
Tego nie można osiągnąć albo wypracować. To przyszło do mnie jak wielki dar od Boga. Najpierw trzeba przejść oczyszczenie. W tym czasie w opactwie benedyktynek coraz bardziej zatapiałam się w rozmyślania, wewnętrzne monologi. Uważam że wtedy rodziła się skłonność do kontemplacji i „droga dziecięctwa duchowego”. Moim pokarmem duchowym w tym czasie było „Naśladowanie Chrystusa” Tomasza a Kempis, które znałam prawie na pamięć. Ale ciągle towarzyszyły mi skrupuły, czyli zamartwianie się i skłonność do płaczu przy najmniejszej okazji. Było to 25 grudnia 1886 roku kiedy Chrystus dał mi łaskę dojrzałości, czyli mego całkowitego nawrócenia. Od tego momentu Teresa już nie była ta sama; Jezus przemienił jej serce! Tłumiąc łzy, zbiegłam ze schodów i powstrzymując bicie serca wzięłam moje buciki stawiając je przed Tatusiem, po czym wyciągałam radośnie całą zawartość, promieniując szczęściem jak królowa. Tatuś śmiał się i zdawał się być zadowolony, a Celina myślała że to sen!… Na szczęście była to słodka rzeczywistość; Terenia odzyskała na zawsze moc duszy, którą utraciła w wieku lat czterech i pół!
Ks. G. S. Siostro Teresko, inną cechą która zdominowała Twoje życie była kruchość Twojego zdrowia. Nie było to przeszkodą w obraniu drogi życia zakonnego? Jak byś dzisiaj opisała tamtą decyzję i wybranie Karmelu gdy miałaś zaledwie piętnaście lat?
Siostra Tereska: Pragnienie było ogromne. Byłam zafascynowana życiem zakonnym i to właśnie w Karmelu, gdyż tam wstąpiły wcześniej trzy moje siostry: Maria-Paulina Martin, Genowefa od Najświętszego Oblicza (Celina), Maria Odylia; nadmienię że czwarta Leonia Martin wstąpiła do Wizytek. Przełożona Karmelu patrząc na mnie wątłą piętnastolatkę, nie wierzyła, że podołam trudom surowego zakonnego życia. Zwróciłam się więc do biskupa ale ten odwołał się do obowiązującego prawa, które uznawało mnie za młodą. Aby zrealizować moje pragnienia widziałam jedyny ratunek w Papieżu Leonie XIII. Był zaskoczony gdy zwróciłam się z prośbą, pamiętam każde słowo: Ojcze święty, proszę Cię o wielką łaskę! – Ojcze Święty, powtórzyłam, dla uczczenia twego jubileuszu pozwól mi wstąpić do Karmelu w piętnastym roku życia – Opierając ręce na jego kolanach, zrobiłam ostatni wysiłek i rzekłam tonem błagalnym: Ojcze święty, jeśli powiesz tak wszyscy się zgodzą! Patrząc na mnie uważnie, wypowiedział te oto słowa, podkreślając każdą sylabę: A zatem… a zatem… wstąpisz jeśli Pan Bóg tego zechce! Nie było to zgoda, ale wkrótce się okazało że Pan Bóg zechciał i przepełniona szczęściem mogłam wstąpić do Karmelu w Lisieux.
Ks. G. S. Siostro Teresko wstąpiłaś do Karmelu aby otrzymać od Pana Jezusa „misję specjalną”. Jak byś ją opisała, jakie zadanie ci dał Pan Jezus?
Siostra Tereska: Myślę że Pan Jezus chciał abym pokazała światu i Kościołowi piękno „drogi dziecięctwa duchowego.
Ks. G. S. Ale przecież wtedy już był zatwierdzony dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny w 1854 i uznane były objawienia św. Małgorzaty Maria Alacoque o Najświętszym Sercu Pana Jezusa (1673–1689) i św. Katarzyny Labouré o „Cudownym medaliku” Maryi Niepokalanie Poczętej. W czym więc nowość „drogi dziecięctwa duchowego” Siostry Tereski?
Siostra Tereska: W moim czasie wierni w Kościele a szczególnie we Francji mieli ciągle problem z moralnością jansenistyczną. Polegało to na nieufności wobec Boga, rzadkim przyjmowaniu Komunii świętej i na pracy nad sobą pełnej wyrzeczeń nie dającej pewności zbawienia. Kiedy cierpiałam że nie mam takich darów jakie są potrzebne dla wzrostu Kościoła, odkryłam w Hymnie o miłości św. Pawła, że dzięki miłości mogę być w samym sercu Kościoła. Zrozumiałam że niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaka jestem, ze wszystkimi swymi niedoskonałościami. Chciałam jednak znaleźć sposób dostania się do nieba, jakąś małą drogę, prostą i bardzo krótką”. To mnie doprowadziło do „drogi dziecięctwa duchowego”.
Ks. G. S. Nie pojechałaś na misje a zostałaś Patronką misji katolickich. Jak sądzisz, czemu to zawdzięczasz?
Siostra Tereska: Pan Bóg chciał przez to pokazać że największym wsparciem dla misji jest modlitwa. Zaczynamy być misjonarzami gdy całe życie oddajemy Chrystusowi, gdy łączymy się z Nim w uwielbieniu.
Ks. G. S. Otrzymałaś też tytuł Doktora Kościoła i to z rąk Papieża filozofa. Jak to odebrałaś?
Siostra Tereska: To wielkie wyróżnienie dla zakonnicy i kobiety mimo że nie jestem kapłanem. Kapłaństwo, sprawowanie sakramentów i przepowiadanie Słowa Bożego, uważam za wielką łaskę. Gdybym mogła uczyłabym się języka hebrajskiego aby lepiej rozumieć słowa Pana Jezusa. Skupiłam się bardziej jednak na autentycznej nauce miłości, która promieniuje z poznania tajemnicy Chrystusa i z osobistego doświadczenie łaski. Bardzo chcę jako święta pomagać ludziom dzisiaj – i chcę pomagać w przyszłości – aby lepiej rozumieli dary Boga i szerzyli Dobrą Nowinę o Jego nieskończonej Miłości. Ten tytuł Doktora Kościoła, przyznany mi przez Jana Pawła II, chciałabym używać jako karmelitanka i apostołka, jako mistrzyni mądrości duchowej dla dobra Kościoła i wielu osób konsekrowanych i świeckich, a jako patronka misji upraszać łaski dla misjonarzy.
Ks. G. S. Twoje wstawiennictwo jest upraszane w specjalnym nabożeństwie róż. Jak ono powstało i jakie łaski można dzięki niemu uprosić?
Siostra Tereska: Bardzo mi się spodobała nowenna w konkretnej intencji jaką rozpoczął 3 grudnia 1925 Ojciec Puntigan, jezuita. Poprosił mnie aby jako znak wysłuchania przeze mnie prośby otrzymał od kogoś różę. W trzecim dniu nowenny nieznajoma osoba ofiarowała mu różę. W drugiej nowennie którą rozpoczął 24 grudnia tego samego roku poprosił mnie o białą różę. W czwartym dniu nowenny jedna z sióstr pielęgniarek podarowała mu białą różę ze słowami: „To od św. Teresy, posyła ci różę z mnóstwem pozdrowień”. Zdumiony ksiądz zapytał o szczegóły. „Byłam w kaplicy – odpowiedziała siostra – i gdy ją opuszczałam, mijałam ołtarz z obrazem św. Teresy. Róża upadła z ołtarza i w pierwszej chwili chciałam ją odłożyć do wazonu, ale przynoszę ją tobie”. Nowennę można odmawiać w każdym czasie. Jeżeli chcemy być w głębszej wspólnocie z innymi odmawiającymi tę nowennę, wówczas możemy ją odmawiać między 9 a 17 dniem każdego miesiąca.
Ks. G. S. Siostro Teresko bardzo dziękujemy Ci za to że mógł powstać ten unikalny wywiad. Sprawiłaś nam wiele radości swoimi odpowiedziami i mam nadzieję, że jesteś z niego zadowolona. Jeśli tak to czekamy na dwie róże od Ciebie, jedną białą a jedną czerwoną.

