Święty Franciszek Ksawery Autor: Bartolomé Esteban Murillo, obraz powstał ok. 1670 r., olej na płótnie, Źródło: Wikimedia Commons, Domena publiczna
ŚWIĘTY FRANCISZEK KSAWERY
– Apostoł Indii i Dalekiego Wschodu
Dziwnymi drogami prowadzi Jezus Chrystus swoich apostołów. Ten, którego znamy i czcimy pod imieniem św. Franciszka Ksawerego, myślał o wygodnej i spokojnej karierze kościelnej, a stał się chyba największym po św. Pawle apostołem narodów w odległych rewirach Azji.
Naprawdę nazywał się Francisco de Jasso Azpilcueta Atondo y Aznares de Javier i urodził się w 1506 r. na zamku Javier w królestwie Nawarry, na terenach obecnej Hiszpanii. Wywodził się z arystokratycznego, choć nieco zubożałego w ówczesnych niespokojnych czasach rodu. Zdolności i ambicja zawiodły go do paryskiej Sorbony czyli jednego z najlepszych europejskich uniwersytetów. W stolicy Francji z powodzeniem ukończył studia teologiczne, poznając jednocześnie św. Ignacego Loyolę i bł. Piotra Fabera. To właśnie pod wpływem św. Ignacego przeżył prawdziwą duchową rewolucję, którą można by porównać z damasceńskim doświadczeniem św. Pawła. Zamiast kariery i wygód Bóg zaproponował mu twardą i niebezpieczną drogę misjonarza.
Rozpoczęła się ona współudziałem w utworzeniu Towarzystwa Jezusowego zwanego potocznie zakonem jezuitów. Była to odpowiedź na ogarniającą Europę falę protestantyzmu. Zatwierdzony w 1540 r. przez papieża Pawła III zakon w krótkim czasie zadziwił świat swoim dynamizmem misyjnym. Dla Franciszka Ksawerego, księdza z niespełna trzyletnim stażem, działającego podówczas w Bolonii i w Rzymie, nadeszła zmiana, której nikt nie mógł przewidzieć, a która na zawsze zmieniła jego życie. Portugalski monarcha, król Jan III słał do papieża prośby o apostołów dla odkrytych niedawno Indii. Wybór św. Ignacego padł na dwóch jezuitów: Mikołaja Bobadillę i Szymona Rodrigueza. Franciszka w ogóle nie brano pod uwagę, mając go za człowieka chorowitego i wręcz stojącego u kresu życia. Tymczasem Pan Bóg dramatycznie pokrzyżował misterne plany misyjne. Skończyło się tym, że w daleką, pełną trudów i niebezpieczeństw podróż wysłano człowieka po ludzku całkowicie nieprzydatnego.
7 kwietnia 1541 r., zaopatrzony w królewskie pełnomocnictwa oraz mandat legata papieskiego, Franciszek wypłynął z Lizbony do Goa, politycznej i religijnej stolicy portugalskiej kolonii w Indiach. W owych czasach taka wyprawa była nie lada wyczynem. Franciszkowi zabrała ona 13 miesięcy i przyprawiła o śmiertelną chorobę, z której cudem został uleczony. Dotarłszy na miejsce misjonarz rzucił się w wir pracy tak wytężonej, że do dziś zdumiewa współczesnych naśladowców Świętego. Głosił Dobrą Nowinę, przekładał na miejscowe języki katechizm i podstawowe modlitwy, nauczał dzieci i dorosłych, chrzcił, spowiadał, odwiedzał ubogich, posługiwał chorym, w tym także trędowatym, budował kaplice, tworzył struktury kościelne i… czynił cuda. Prawie nie jadł i nie spał, a trudy, zmęczenie i choroby pokonywał entuzjazmem dla spraw Bożych i gorliwą modlitwą. Dał się poznać jako człowiek całkowicie owładnięty przez Ducha Bożego, Boży szaleniec, który całym sobą przywoływał ludzi do Boga, nic więc dziwnego że w ciągu zaledwie dziesięciu lat pracy misyjnej zyskał miano Apostoła Azji.
Dotarł nie tylko do Indii, ale także na Cejlon, Wyspy Moluki, do Japonii i wielu innych miejsc, gdzie wcześniej nie było misjonarzy. Wszędzie głosił Chrystusa i to tak skutecznie, że pozyskiwał dla Niego tysiące wyznawców. Swoją działalność misjonarską prowadził w sposób twórczy, stając się prekursorem fundamentalnej dziś zasady misyjnej, jaką jest inkulturacja czyli dostosowanie sposobu głoszenia Ewangelii do miejscowych warunków i języka, tak by każdy człowiek mógł w pełni cieszyć się Bożą miłością. Na zakres i trwałość jego działań wpłynęła dodatkowo troska o rodzime powołania i włączenie miejscowej ludności (w tym dzieci i młodzieży) w dzieło ewangelizacji.
Opracowali: Jolanta Delura i ks. Grzegorz Sikorski FDP
Anonim, Franz Xaver tauft Heiden (Franciszek Ksawery chrzci pogan), XVIII w., fotografia wiernej reprodukcji — źródło: Wikimedia Commons
Wielkim niezrealizowanym marzeniem Franciszka było dotarcie do Chin, zdawał sobie bowiem sprawę z ich wpływu kulturowego na wszystkie kraje Dalekiego Wschodu. I choć za przekroczenie granicy cesarstwa chińskiego groziła kara śmierci, podjął próbę dotarcia i tam. Tym razem niezłomnego ducha pokonało ułomne ludzkie ciało. Wyniszczony nieustannymi podróżami, pracą i zabójczym klimatem, w wieku zaledwie 46 lat, zmarł 3 grudnia 1552 r. na wyspie Sancian u wybrzeży Chin. Mimo panujących upałów i wilgoci ciało misjonarza nie uległo rozkładowi. Kilka miesięcy później przewieziono je do Goa w Indiach, gdzie spoczywa do dziś.
W 1619 r papież Paweł V ogłosił Franciszka Ksawerego błogosławionym., a w 1622 r. Grzegorz XV – świętym. Decyzją Piusa XI w 1927 r. (razem ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus) został głównym patronem misji katolickich na całym świecie.
Św. Franciszek Ksawery nigdy nie powrócił ze swojego „największego zesłania” do rodzinnej Europy. Mimo to, paradoksalnie, choć fizycznie najbardziej oddalony, wywarł największy wpływ na swój zakon i Kościół katolicki w Europie. Wszystko za sprawą listów, które słał do współbraci z Towarzystwa Jezusowego. Oto mała próbka tej korespondencji:
„Biada mi, jeżeli nie będę głosił Ewangelii!
Obchodzimy wioski nowych chrześcijan, którzy kilka lat temu przyjęli sakramenty chrześcijańskie. Na tej ziemi nie mieszka ani jeden Portugalczyk, jest ona bowiem bardzo nieurodzajna i biedna: chrześcijanie natomiast, pozbawieni kapłanów, to jedno tylko wiedzą, że są chrześcijanami. Nikt im nie odprawia Mszy świętej, nie ma nikogo, kto by ich nauczył Składu Apostolskiego, Modlitwy Pańskiej, Pozdrowienia Anielskiego i przykazań Bożych.
Od tej chwili zatem, kiedy tu przybyłem, nie ustaję w pracy: starannie odwiedzam wioski, a dzieci jeszcze nie ochrzczone chrzczę w święconej wodzie. I tak bardzo wielką liczbę dzieci oczyściłem z grzechu, a były to takie dzieci, o których się zwykło mówić, że niemal nie dostrzegają różnicy między prawicą a lewicą. A dzieci znowu mnie samemu nie pozwalały ani brewiarza odmówić, ani posiłku przyjąć, ani nawet odpocząć, dopóki ich nie nauczyłem jakiejś modlitwy. I dopiero teraz zrozumiałem, że do takich należy królestwo niebieskie. Toteż ponieważ musiałbym być bezbożnikiem, żeby odrzucić tak pobożne żądanie, zaczynałem od wyznania Ojca, Syna i Ducha Świętego, a potem uczyłem ich Składu Apostolskiego, Modlitwy Pańskiej i Pozdrowienia Anielskiego. Dostrzegłem w nich wielkie zdolności. Toteż gdyby był ktoś, kto by ich pouczył o chrześcijańskich nakazach, bez wątpienia byliby bardzo dobrymi chrześcijanami.
Na tych terenach tylko dlatego niewielu jest chrześcijan, że brakuje ludzi, którzy by ich chrześcijanami uczynili. Jakże często przychodzi mi na myśl, by przebiegać przez europejskie uczelnie, zwłaszcza przez paryską, i krzyczeć, jak to robią ludzie niespełna rozumu, i tych, którzy więcej w sobie mądrości mają niż miłości, nawoływać takimi oto słowami: „Jakże wiele dusz wskutek waszego błędnego postępowania ma niebo zamknięte, a wpada do piekła!” Oby oni tyle trudu, ile wkładają w literaturę, włożyli także w te sprawy, by mogli zdać wobec Boga rachunek ze swojej wiedzy i z powierzonych sobie talentów! Z pewnością wielu z tych ludzi poruszyłby ten sposób myślenia, tak że po dołożeniu do tego rozmyślań nad Bożymi sprawami, odprawialiby Ćwiczenia duchowne, by usłyszeć to, co w nich samych Bóg mówi, porzuciliby swoje własne pragnienia i ludzkie sprawy, i całą duszą zważaliby na Boże skinienie i Boże zdanie. Z pewnością z głębi duszy by wołali: Panie, oto jestem! Co chcesz, aby czynił? Poślij mnie tam, gdzie chcesz, a jeżeli to przyniesie owoc, to także do Hindusów!”
(fragmenty listów św. Franciszka Ksawerego do św. Ignacego Loyoli z 28 października 1542 r. i 15 stycznia 1544 r.)
Listy św. Franciszka w niezliczonych kopiach krążyły po Europie, budząc w czytelnikach entuzjazm, gorliwość i przywołując wielu na misyjne ścieżki. I mają tę moc do dziś.
Opracowali: Jolanta Delura i ks. Grzegorz Sikorski FDP

