Wszyscy się starzejemy. niektórzy twierdzą, że „starzejemy się” od urodzenia. Wszyscy o tym wiemy, wielu o procesie starzenia pisze prace naukowe. Geriatria stała się „modna” i bardzo potrzebna. Problemów związanych ze starzeniem się jest bardzo dużo: choroby , samotność, wykluczenie…
Dla mnie fundamentem trudności ze starością jest brak akceptacji.
Po pierwsze nie akceptujemy procesu starzenia się naszych bliskich a tym samym i nas samych. Często w rozmowach z rodziną seniora słyszę :” mama jest w świetnej kondycji jak na swój wiek” , „dla taty czas się zatrzymał”, „rodzice są tacy samodzielni”. Pewnie chcemy w to wierzyć, zapewniamy samych siebie , że to prawda.
Niestety bagatelizujemy przykre symptomy procesu starzenia np. opowiadanie tej samej historii kilka razy dziennie, trudności w przypominaniu nowych nazwisk lub sytuacji a dokładne wspomnienia odległych wydarzeń, nerwowe reakcje na zmiany otoczenia lub ubrania.
Trudno nam zaakceptować, że senior nadal zakłada zużyty, trwale poplamiony sweter chociaż dostał od nas w prezencie piękny , nowy. Nadal próbujemy okazjonalnie ( na święta, na wiosnę) posprzątać im dom , ale „po naszemu” nie akceptując przyzwyczajeń i potrzeb seniorów.
Wg mnie kluczem do akceptacji starości jest czas . Czas spędzony z seniorami. Spotkania jeśli są częste , regularne i nastawione na słuchanie bardzo pomagają w poznaniu potrzeb seniora, pojawiających się deficytów mentalnych i fizycznych i do akceptacji tego , że proces starzenia się trwa. Najczęściej wpadamy na chwilę , przynosimy zakupy, zasypujemy pytaniami ale nie słuchamy.
Seniorzy swoją rodzinę postrzegają jak listonosza , który przychodzi na chwilkę bo się spieszy do pracy. Pytani o dzieci czy wnuków niewiele mogą powiedzieć i bardzo szybko w smutku zasłaniają się niepamięcią. Próbują nawet wyolbrzymiać swoje dolegliwości żeby przedłużyć wizytę, żeby być zauważonym.
Popatrzmy na naszych seniorów , przypomnijmy sobie jak wyglądali i zachowywali się dziesięć lat wcześniej. Popatrzmy na siebie. Tak proces starzenia się trwa i dotyczy każdego. Bez akceptacji to będzie jedynie wiedza i udręka w opiece nad seniorami oraz ogromny strach przed własną starością.
Autor: Małgorzata Błaszczyk
ŻYCIE ROLNIKÓW NA FILIPINACH
Aby przybliżyć życie rolników w gminie Lucena przyjrzyjmy się jednemu z nich Kuya Danilo.
Filipiny, kraj Azji Południowo-Wschodniej, to przede wszystkim kraj rolniczy, w którym duża część Filipińczyków mieszka na obszarach wiejskich i utrzymuje się z rolnictwa.
Miasto Lucena, w prowincji Quezon, jest szczególnie znane jako miasto rolnicze. Wielu mieszkańców żyje z uprawy ryżu i plantacji kokosów.
Zgromadzenie Synów Bożej Opatrzności nabyło dużą część ziemi na tym obszarze rolniczym, gdzie staramy się towarzyszyć drobnym rolnikom w ich działalności.
Życie drobnych rolników jest jednak bardzo niepewne ze względu na fakt, że Filipiny są jednym z najbardziej wrażliwych systemów rolniczych na monsuny i inne ekstremalne zjawiska pogodowe. Od El Niño do La Niña, od silnych upałów do nieprzerwanych deszczy, mają oni bardzo ograniczony sezon, w którym mogą uprawiać i czerpać korzyści ze swojej ciężkiej pracy. Kuya Danilo Pornobi jest bardzo dobrym przykładem tego, jak przetrwać mogą biedni i drobni rolnicy. Nie jest on właścicielem ziemi. Poprosił więc o skorzystanie z naszego pola ryżowego. Wraz z trójką swoich dzieci uprawiają, dbają o wzrost ryżu i cierpliwie czekają na zbiory.

