Make an Appointment

(815) 555-5555

Lektor: Michał Muzyka – Realizacja nagrania: Michał Muzyka

Realizacja edycji: Fundacja Księdza Orione Czyńmy Dobro

Bóg najmiłosierniejszy wytycza zawsze przed każdą duszą drogę, którą /jaką/ ma przebyć /przejść/, aby osiągnąć zbawienie. Pan chce, abyśmy wszyscy się zbawili, pragnie by wszyscy zostali zbawieni /1 Tm 2,4/ i daje wszystkim łaski potrzebne do zbawienia; ale chce, żebyśmy współpracowali nad naszym zbawieniem, zostawiając nas jednak wolnymi; dając nam wszystkie konieczne łaski oraz pomoc, domaga się naszej współpracy. Niektórym jednak udziela łask nadzwyczajnych, łask szczególnych i w swojej wielkiej dobroci, gdy dusza na nie wiernie odpowiada, zsyła pomoc wyjątkową.

Droga dla wszystkich dusz

Przed jednymi otwiera Pan taką drogę, przed drugimi inną, a w sercu, w duchu pozwala zawsze usłyszeć swój głos. Według czcigodnego ks. Bosco trzy czwarte rodzaju ludzkiego jest powołana do stanu wyższej doskonałości, to znaczy, że na cztery osoby – trzy są powołane do życia zakonnego…

Pan dla swojej chwały wybiera dusze odpowiednie. Większość ludzi ma powołanie nie do zwykłego, ludzkiego losu, lecz do cnót doskonałych.  Tego samego zdania są św. Bernard i św. Alfons:  bardzo wiele dusz ma powołanie, nawet jeżeli nie wszystkie na nie odpowiadają.

Mówi to także Jezus w Ewangelii: „Multi enim sunt vacati,  pauci wero electi”  /Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych /Mt 22,14/ Powołanie jest wezwaniem, które Pan pozwala słyszeć wielu duszom…to słodkie wołanie, zaproszenie do opuszczenia świata i jego próżności, jego niebezpieczeństw, aby żyć życiem świętem, życiem wspólnot zakonnych.

 Wy usłyszeliście ten słodki głos, który was zawołał i powiedział: ty nie urodziłeś się do życia mizernego, ziemskiego, ale po to ,aby poświęcić się duszą i ciałem miłości, która nie jest ziemską, ponieważ wszystkie uczucia ziemskie zostawią pustkę w sercu.

Urodziłeś się dla szczęścia, dla apostolatu dobra ;będziesz matką duchową tych biednych sierot, aniołem pocieszycielem tych ubogich chorych, będziesz pociechą dla porzuconych i opuszczonych. Będziesz lampą, która płonie i spala się i ty będziesz się topiła jak wosk w ogniu, rozpłynie się jak śnieg w słońcu z miłości do Boga. Pan daje słyszeć swój głos; kto idzie za świętym natchnieniem staje się świętym, kto go nie słucha, kto stale odrzuca urzeczywistnianie go  -naraża się na ryzyko wielkie ryzyko zatracenia się.

Kto idzie za tym natchnieniem, pokonuje swoją drogę a Bóg mu błogosławi i przeciwnie –  dusz, która się opiera, kto porzuca powołanie -zatraca się.

Już upłynęło 4 czy 5 miesięcy a zegarek na mojej ręce jeszcze się nie zepsuł, jest to mały cud. Jeżeli choć jedno z najmniejszych kółek tego zegarka zatrzyma się, zegarek już nie będzie dalej chodził. Jeżeli ktoś ma powołanie a nie idzie za nim, zbacza z drogi, nie może postępować właściwie.

Wielka łaska

Święty Alfons i wielu innych świętych mówi ,że powołanie jest największą po chrzcie św. łaską jaką Bóg może dać duszy. Wszyscy powinni być posłuszni prawu naturalnemu; wszyscy ochrzczeni mają zachowywać przykazania Boże, ale dusze wybrane, dusze uprzywilejowane drogie Jego sercu Jezus wzywa, aby szły za nim wąską drogą rad ewangelicznych. Dusza uległa zrzeka się trzech sił, które mogłyby oderwać ją od Boga; przez ślub posłuszeństwa wyrzeka się swojej woli, rezygnuje z dóbr ziemskich przez ślub ubóstwa i dóbr cielesnych przez ślub czystości. Człowiek czuje w sobie prawo, które prowadzi go do zła. Święty Paweł mówił: „Panie, w członkach moich czuję skłonność przeciwną Twemu prawu :  /Rz 7,20 /. Wstępując w życie zakonne znajdujecie bezpieczne schronienie od złych wpływów;  wszystko sprzyja kroczeniu drogą zbawienia, ściślejszemu naśladowaniu naszego Pana „ Kto chce pójść za mną niech się zaprze samego siebie i niech mnie naśladuje” /Mt 16 ,24 / Zakonnica zapiera się siebie przez śluby; przybija swoją naturę do krzyża Jezusa Chrystusa. Co mają znaczyć 3 gwoździe, które przebiły członki naszego Pana? Oznaczają 3 śruby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa. Tymi gwoździami dusza szlachetna przygważdża  swoją wolność, źródła swego zadowolenia. Jak słodkie towarzystwo: znaleźć się z naszym Panem, z którego spływa i rozlewa się wokół światło miłości, miłosierdzia, ofiary!

Wielka odpowiedzialność

Błogosławiona dusza, która otrzymuje od Boga wielką łaskę powołania zakonnego! Biada, biada  tym, którzy czując w sumieniu pewność moralną, że są powołani do życia bardziej doskonałego, potem ostygają, brakuje im sił i zawracają opuszczając szeregi Boże. Żołnierz, który na wojnie ucieka od nieprzyjaciela i dezerteruje z wojska zostaje rozstrzelany. Nie wiem ile może być prawdy w tym, ale mówiono że w tragicznym odwrocie Caporetto, kilka tysięcy naszych żołnierzy rzuciwszy broń przeszła na stronę nieprzyjaciela. Mówi się o 7 tysiącach i że Niemcy rozstrzelali ich masowo.

Byli zdrajcami!  Zasłużyli na to ! Biada wam dezerterzy, biada temu ,kto porzuca pole pracy wyznaczone mu przez Boga!  bBada temu, kto porzuca swoje stanowisko posterunek.                                                                                                          

W Ewangelii świętej czyta się o takim zdarzeniu :pewnego dnia młodzieniec w kwiecie zdrowia i młodości stawił się przed Jezusem i zapytał Go: Nauczycielu, co mam czynić, aby się zbawić? „Serva mandata” /zachowuj przekazania/ odpowiedział Jezus. Na to młodzieniec:” czyniłem to zawsze od mego dzieciństwa.„ Jezus spojrzał na niego z miłością i mówił dalej:” Si vis perfectus esse”… Jeśli chcesz być doskonałym,  idź sprzedaj wszystko co masz i rozdaj ubogim i chodź za Mną”.

Tamten stanął w miejscu i wiemy co nastąpiło /Mk10,17-22/ Inny został zaproszony przez Jezusa żeby szedł za Nim; nie powiedział nie, ale sądząc że czyni dobrze rzekł do Nauczyciela: ” pójdę pogrzebać mojego ojca, a potem wrócę”. Odpowiedział mu Jezus: „zostaw umarłym grzebanie ich umarłych” Łk 9, 59 – 60.  O tym nic więcej nie wiadomo. I niestety o tym pierwszym młodzieńcu nic więcej się nie mówi w Ewangelii. Tak jak kruk Noego nie powrócił więcej do arki. Pan na jego miejsce powołał kogoś innego. Kto wie kim stałby się ten młodzieniec gdyby poszedł za Jezusem Chrystusem. Może zająłby miejsce świętego Jana Ewangelisty, stanąłby u stóp krzyża, towarzyszyłby agonii Jezusa; tymczasem w Ewangelii nic się o nim nie mówi więcej. Święci ojcowie mówią, że zatracił się, zgubił się.  Kto nie idzie natychmiast za wezwaniem Bożym zmierza ku utracie powołania, a wraz z nim i swej duszy. Ten młodzieniec, do którego Jezus powiedział: choć za mną, był prawdopodobnie przywiązany do dóbr ziemskich, zatrzymał się tam, zatrzymał się i zgubił się.

Precz z wahaniem / z jakimkolwiek wahaniem/

Powołaniu nie trzeba domagać się /oczekiwać/ cudów. Niedobrze jest mieć stale wątpliwości. Ale kto wie czy naprawdę Pan mnie woła ? Niekoniecznie musi przyjść Anioł, aby wam to powiedział. Niech by nawet to był diabeł należy pójść za tą radą, ponieważ jest dobra. Wszystko co dobre pochodzi od Boga. Nawet nie trzeba o tym myśleć, że diabeł mógłby to radzić. Gdy w jakimś domu dziewczyna, która chce zostać zakonnicą wszyscy wzniecają wojnę, wszyscy się jej sprzeciwiają.

Gdy jakiś chłopiec idzie na księdza mama jest zadowolona: będzie żyła przy synu księdzu; zamiast ciężko pracować syn zarobi 4 lub 5 lirów z beneficjów beneficjów… I wszyscy są zadowoleni, wszyscy chcą być  krewnymi księdza; mówią: mój wuj jest księdzem… nawet jeśli są dalekimi krewnymi! Księża proboszczowie jednak nie mają ślubu ubóstwa, ani nawet ślubu posłuszeństwa. Ale jeżeli przypadkiem jakiś chłopiec chce zostać bratem zakonnym, wtedy ma ich wszystkich przeciw sobie, ponieważ jest jasne, że od niego nie mogą się niczego spodziewać.

Co wywołuje całą tę wojnę? Częściowo gniew /krew?/ częściowo uczucie, ale większości wypadków chodzi o interes. Proboszcz może umożliwić studia siostrzeńcowi na lekarza, na adwokata, na inżyniera. Ubogi brat zakonny co może zrobić? Jednak trzeba zawsze współczuć rodzicom, /krewnym/ oni nie rozumieją, nie znają łaski powołania, nie doznali łaski zrozumienia, tym bardziej w tych czasach, w których nie istnieje już taka wiara jak kiedyś.

Patrzcie, gdy ja miałem 13 lat i chciałem zostać zakonnikiem /bratem zakonnym?/ wszyscy mówili, że jestem szalony. Moja mama biedaczka, nie odbierała mi odwagi i modliła się. Pewnego ranka pożegnawszy wszystkich bliskich zostawiłem moją mamę, wsiadłem na wózek /?/ ponieważ w tamtych czasach nie było takich wygód jak obecnie i z 5 lirami w kieszeni poszedłem sobie do klasztoru. Wszyscy moi bliscy płakali, biedacy. Nie rozumieli. Niewielu jest, bardzo niewielu krewnych, rodziców którzy rozumieją łaskę powołania. Istnieje wiele przesądów, uprzedzeń i nie tylko świeccy tego nie rozumieją, ale są także księża, którzy gdy chłopak mówi im, że chce zostać zakonnikiem odpowiadają: daj spokój, idź sobie, masz swoją matkę, swoje siostry, jest na to jeszcze czasz. A tymczasem biedaczek lub biedaczka traci powołanie. Ileż powołań traci się w ten sposób ponieważ nie rozumieją jak wielką łaską obdarza Pan tych, którym daje powołanie zakonne. Święty Alojzy Gonzaga jest wspaniałym przykładem doskonałego życia zakonnego. Św. Joanna Franciszka Chantal, wielka święta kierowana przez równie wielkiego świętego Franciszka Salezego oznaczającego się łagodnością i słodyczą charakteru daje nam gotowość w pójściu za powołaniem.

Joanna zostawszy wdową z 4 synami gdy poczuła powołanie Pana, chciała pójść za Nim, ale krewni, a zwłaszcza synowie sprzeciwiali się temu żeby ich opuściła z powodu ich tak młodego wieku. Święta matka odpowiedziała im: moi synowie jesteście mi drodzy jak moja własna dusza, a jednak muszę was zostawić, aby pójść tam gdzie woła mnie Bóg.  Ale nie udało się ich uspokoić. „Staniemy – po wiedzieli – w drzwiach/?/, bramie /?/, zamku i jeżeli zechcesz nas zostawić będziesz musiała przejść po nas, depcząc nasze ciała.” Z pewnością Bóg dał jej nadzwyczajną łaskę, ponieważ bohatersko przeszła właśnie po ciałach swoich synów, podeptała własne serce, ale poszła za wezwaniem Jezusa Chrystusa. Bóg jednak nagrodził tak heroiczną odwagę i rozsiał wszędzie zakonnice założonego przez nią zgromadzenia tak cudowny sposób, że w samych tylko Włoszech jest ich ogromna liczba.

Te klasztory są zupełnie niezależne jeden od drugiego chociaż stosują tę samą regułę. W Calabrii jest klasztor Wizytek czyli Salezjanek  /nie należy ich mylić z tymi od księdza Bosko/ o bardzo dobrej atmosferze, klimacie duchowym w kwitnącym stanie prowadzą szkołę z internatem dla dziewcząt na wysokim poziomie, a będąc zgromadzeniem klauzurowych nigdy nie wychodzą i nie wyprowadzają wychowanek na spacer z kilkoma rzadkimi wyjątkami w lecie; towarzyszą im wówczas odpowiednie osoby, a Pan błogosławi i wspiera świętych założycieli w ich duchowych córkach.

Może jedną z trudności w pójściu za waszym powołaniem będę ja sam, może ubóstwo… powiedziałem wam to szczerze, aby wam wskazać sposób osiągnięcia życia świętego. Za powołaniem trzeba pójść z gotowością nie jest konieczny anioł, aby wam je oznajmić. Święty Tomasz mówi, że gdyby nawet przyszło od diabła trzeba iść za nim bo jest sprawą świętą samą w sobie. Nie wędrujcie od jednego spowiednika do drugiego, nie bądźcie z tych, co węszą wokół wszystkich konfesjonałów; ten powiedział tak, tamten natomiast inaczej, a w głowach miesza się coraz bardziej.

Nie szukać rzeczy wzniosłych

Nie bądźcie tymi, które szukają głosu Bożego w książkach /zbyt/ wzniosłych. Widziałem u was kilka tego rodzaju książek zupełnie nieużytecznych, zbyt wzniosłych… nic nie rozumiecie. Święta Teresa zabroniła swoim zakonnicom czytać wszystkie te książki, które mówiły o objawieniach, o rzeczach wzniosłych. Książki ascetyczne i mistyczne nie nadają się dla was, biedaczyny, odmówcie cząstkę różańca, to chyba o wiele lepiej. Niektóre siostry czytają książki z zakresu teologii mistycznej, książki wzniosłe – uważają, że są już w siódmym niebie, a są jeszcze na ziemi i to całkiem na ziemi. Stawanie się świętym wymaga wysiłku. Prawdziwa świętość dobre córy Pana, polega na pełnieniu woli Pana, a w przypadku świętości – szczególnie odnośnie kobiet, należy postępować ostrożnie, bardzo ostrożnie, spokojnie, powoli. Przypominam sobie jedną siostrę, która czytała dziennik duchowy – wiecie ten który, rozpoczyna się od stycznia – umartwienie – ABC życia duchowego. Ona chciała, aby ją uznano za świętą.  W styczniu uważała, że osiągnęła znaczny postęp, a w lutym była już doskonała, w marcu miała już stygmaty… We wszystkie piątki od południa do piątej po południu traciła przytomność, świadomość. Koło trzeciej wydawało się, że umarła. Niektóre mniszki jej współsiostry spośród starszych nie mogły uwierzyć. Czy rzeczywiście zostanie świętą. Pewnego dnia biskup powiedział mi: proszę pójść to zobaczyć, aby stwierdzić ile w tym wszystkim jest prawdy. Poszedłem wysłuchałem, potem wybrałem mniszki dwie za i dwie przeciw i powiedziałem im: weźcie każda dyscyplinę opatrzoną pięknymi kuleczkami ołowianymi i

wychłoszczcie ją przez przeciąg dwóch „miserere”. Pierwsze „miserere” minęło, ale przy drugim wpadła w straszny gniew… ta święta podskoczyła do góry tak, że wydała się diabłem. Naprawdę podskoczyła do góry jakby była diabłem i posunęła się nawet tak daleko, iż sfałszowała listy przełożonych.

Wzniosłe książki odłóżcie na bok. Tajemnica nabożeństwa do Maryi błogosławionego de Montfort  nie jest dla was. Czytajcie przygotowania do śmierci świętego Alfonsa, odmawiajcie różaniec, Drogę Krzyżową, rozmyślajcie o naszym Panu, który upada pod krzyżem i trwajcie tam, myślcie o dobru i módlcie się zwyczajnie, po prostu. A to co wchodzi w ten zakres stanowi część ducha naszego Zgromadzenia i tych, które przez nie zostały powołane. W Cottolengo są siostry, które naprawdę są święte: u jednej pewnego razu znalazłem krucyfiks, który pocił się krwią.  Dałem jej inny i również z tego w cudowny sposób wypłynęła krew. One stały się świętymi poświęcając się, poświęcając się nie przez czytanie książek mistycznych lub uprawianie kontemplacji lecz przez poświęcenie, stałe zapieranie się siebie, tak stały się świętymi! Po zbyt gwałtownych wzlotach następują najbardziej bolesne upadki.

Środki służące realizacji powołania

/Sposoby, jak iść za powołaniem/

Przejrzyjmy się teraz jakie stosować środki, aby iść za powołaniem: zachowanie skrytości,/?/ czyli skupienie i modlitwa. Im mniej się mówi o powołaniu tym lepiej. Jeżeli za dużo się paple, powołanie zanika. Powołania, tak jak czystości trzeba dobrze strzec jakby się je niosło w naczyniu ze szkła. Kto chce mówić za dużo, kto chce wiedzieć wszystko, kto chce wszystko zobaczyć, gubi powołanie. Zastanówcie się trochę nad sobą, bądźcie poważne, skupione, skromne; wasza głowa niech się nie kręci we wszystkie strony jak to czynią jedwabniki, gdy wychodzą z długiego snu poczwarek i lecą do lasu.

 Czy kiedyś to widziałyście ? Jeżeli tak się dzieje z niektórymi z was, zmieńcie się na miłość Boską, w przeciwnym razie powołanie ulotni się.  Powiem wam to w twardych słowach, ale koniecznych; to mój obowiązek. Ojciec niebieski, który występuje w Ewangelii jako właściciel winnicy powołał was do pracy w swojej winnicy /Mt 20,1 ss / Trzeba więc, abyście odpowiedziały na Jego wezwanie, abyście pracowały  dla zdobycia obiecanej zapłaty. Dlatego macie być bardzo pokorne, całkowicie zjednoczone z sercem Jezusa, aby rozlewać miłość Bożą miłość Pana wśród świata. Zakonnica powinna żyć życiem duchowym i patrzyć na sprawy zawsze od strony nadprzyrodzonej; biada tej, która czyni przeciwnie, nie może być szczęśliwa!  Wtedy więc zaczyna myśleć o swoim zbawieniu: …A tu…ale tam…to mi dolega, tego nie mogę zrobić…, jak mam zabrać się do tego? Co zrobię gdy kiedyś zachoruję? Bądźcie spokojne, Pan nie opuszcza nikogo! Nie bójcie się! Dom zakonny stanowi jakby wielką rodzinę, której głową jest Jezus Chrystus.  Zaufajcie przełożonym, mówcie wszystko co wam się wydaje konieczne, a potem bądźcie spokojne; o reszcie pomyśli Pan. zostawiłyście wszystko dla Boga i Bóg was nie opuści. Czy widzieliście Cottolengo ? Liczy ponad 7 tysięcy członków, nie ma ani grosza dochodu ,a jednak nigdy niczego nie brakowało. Opatrzność pomyślała i myśli zawsze o wszystkim. Czy kiedykolwiek dotąd czegoś wam brakowało? Nie, z łaski Bożej. I spodziewam się ,że zawsze tak będzie przyszłości dzięki łasce Bożej /z boską pomocą/.

Ufność w Opatrzność

Widzicie, początkowo nie miałem właściwie nic, nie miałem miejsca gdzie by umieścić chłopców, których miałem ze sobą; teraz patrzcie jest kolegium, które trzeba było powiększyć i stale ponosi się wydatki ponieważ, gdzie są chłopcy tam trzeba zawsze murarzy, a więc nie ciąży ani jeden grosz na hipotece budynków. Dalej, jest dom kleryków. gdzie mieszkali staruszkowie z Wenecji; został spłacony w wysokości 31 tys. Lirów, nie ma ani jednego grosza długu. Opatrzność pomyślała o wszystkim, nawet tu w San Bernardino /Tortona/ macie ten dom, w którym przedtem mieścił się „Klub Socjalistów”. Gdyby się zeskrobało tynk, który pokrywa te ściany, znalazłoby się jeszcze napisy i rysunki okropne. Potem przeszedł w posiadanie pewnego nieszczęsnego księdza, który potem porzucił kapłaństwo. Widziałem  go ostatnio w Mediolanie; zbliżył się do mnie i powiedział: proszę modlić się za mnie. Chcę mu pomóc! Niech mu Bóg przebaczy A więc ten dom mimo, że jest w większości zapłacony to jednak niecałkowicie. W tym roku, aby uczcić piątą rocznicę założenia naszego zgromadzenia nabyliśmy teren w Rzymie, gdzie powstanie wspaniały kościół długości 62 m pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Będzie to wydatek ponad 700 lirów, z których ponad 300 tys. są już zapłacone. Nabyłem też blisko naszego domu drugi dom dla sióstr, które zorganizują tu dom macierzysty. Przełożona tych sióstr /M. Michel/ w dawnych czasach pomagała mi; było rzeczą słuszną żebym ja to uczynił dla nich. Na domu w Bra nie ciąży ani grosz długu. Będzie wart ponad 120 tys. lirów. Był własnością hrabiów Moffa. W San Remo mamy kolegium, które mi zostawił wraz z długami pewien stary ksiądz /Mons. Daffra/. Ten pewnego dnia zawołał mnie i powiedział: ja starzeję się, mam 76 lat. Byłem twoim rektorem, dokonałem twoich obłóczyny na kleryka; chciałbym zrobić coś dobrego i zostawić ci coś swojego, ale mam ponad 90 tys. lirów długów.  Było to kolegium i sąsiedni pałacyk /willa ?/ kamienica?/.  Przyjąłem i po jego śmierci sprzedałem pałacyk za 100 tys. lirów. i tak miałem kolegium darmo. Pan nie opuścił nas!  Wiele razy zabrano nam to co było nasze,… co nam zostało zostawione. Było naprawdę nasze… Ale cierpliwości: „Pan dał Pan wziął”/ Hiob 1,21/. Błogosławmy Panu. I zabierzcie również ubranie jeżeli nie wystarczy…

Patrzcie wy, przychodząc tu zostawiliście jeden dom ,ale znaleźliście ich sto. Mam kapłanów, którzy już byli umarli gdyby zostali w swoim domu.

Natomiast czują się dobrze i pracują ponieważ mogłem posłać ich do różnych domów, do tych miejscowości gdzie powietrze /klimat/ było odpowiednie dla stanu ich zdrowia. Teraz w Wenecji otworzę 4 domy. Czterech kapłanów wzięło /?/ Mszę świętą, a ja mam zwyczaj, że gdy jakiś mój ksiądz bierze mszę świętą /?/odprawia, ma prymicję, zostaje wyświęcony,  ja otwieram dom. Tak więc w Wenecji są domy dla potrzebujących powietrza morskiego. Dla tych, którzy potrzebują klimatu górskiego mamy Cuneo. Jest Punella w Calabrii, gdzie przebywa kilka naszych współsióstr, które niedomagają i gdyby zostały w swoim domu nie miałyby z pewnością komfortowego życia w łagodnym klimacie, w pięknej miejscowości. Patrzcie, każdego wieczoru gdy idę spać modlę się i dziękuję Panu za łaski doznane w ciągu dnia, a także dziękuję, że zapewnił mi łóżko. Iluż jest takich, którzy go nie mają. Dotąd miałyście zawsze łóżko. Przypomniałem sobie, że  gdy byłem mały, moja matka – biedna kobieta, wołała mnie o czwartej, abym szedł zbierać kłosy, ale po zebraniu ich zasypiałem znakomicie. Moja matka rozpościerała fartuch na ziemi,  a ja spałem sobie na nim spokojnie.  Teraz mam łóżko i poduszkę. Wy również macie się dobrze i macie swoje łóżko. Także wasze współsiostry w Reggie, Ameno, Como, Calabrii… itd. czują się zupełnie dobrze. Gdybym miał 100 mniszek w przeciągu 8 dni zapewnił bym im wszystkim miejsce i wszystkie chociaż opuściły dom i rodzinę znalazłyby dom i siostry w miejscu, gdzie Opatrzność poprzez przełożonych wyznaczyła by im służbę. Mówię wam to wszystko, aby pokazać wam, że oprócz korzyści duchowych życie zakonne przedstawia także korzyści materialne; rozumie się, że te pierwsze przewyższają te drugie.

Życie zakonne, to życie szczęśliwe

Święty Bernard, ów wielki święty wstępując do zakonu przyprowadził ze sobą swoich braci i sporą liczbę przyjaciół zostawiając w domu ojca i młodszego brata. Ten na widok odjeżdżającego zapytał dokąd się udaje. „Jadę zarobić sobie na niebo” – odpowiedział Bernard. „Ale ciesz się,  bo tobie zostawiamy ziemię, majątek i posiadane dobra”. Młodzieniec podskoczył i natychmiast odpowiedział: Nie doprawdy, nie zrobię tej zamiany, jadę również i ja zarobić sobie na niebo, zostawiam ziemię temu kto jej chce. Potem również stary ojciec poszedł za swoimi synami i stał się bratem zakonnym. Mówią nawet, że był potem zazdrosny o to, że Bernard czynił cuda, a on nie.  Zapewne powiedział tak: Jakże to?   On tak, a ja nie ? Przecież ja jestem ojcem, nauczcie mnie wskrzeszać umarłych. Tak więc święty Bernard, który napisał wiele o życiu zakonnym mówi między innymi, że dobry zakonnik żyje czyściej, powstaje prędzej, postępuje ostrożniej, częściej otrzymuje łaskę z nieba, spoczywa bezpieczniej, jest oczyszczany szybciej, wynagradzany obficiej /Vivit purius, cadit rarius, surgit velocius, incedit cautius, irroratur frequentius, quiescitsecurius, purgatur citius, remuneratur copiosius. „Vivit purius”, tzn. za wszelką cenę należy żyć w czystości, zawsze „Mundo corde”/ o czystym sercu/, zawsze nieskazitelnie. „ cadit rarius”, ponieważ mówi Pismo Święte: „biada samotnemu”.

A tak żyjąc we wspólnocie jesteście prowadzone pociągane przez przykład waszych współsióstr i jeśli nawet u padacie, będziecie upadać coraz rzadziej  „Surgit velocius”: samo powietrze, którym oddychacie, otoczenie w którym żyjecie pomaga wam powstać szybko jeśli upadłyście „Incedit cautius”: dobry zakonnik kroczy ostrożnie, nie ufa sobie. „Irroratur frequentius”: chodzi o błogosławiony deszcz pomocy, łaski błogosławieństw, które otrzymuje zakonnik.

Quiescit securius”: świat nie może dać pokoju mając tylko cierpienia i niepokój. Zakonnica, która kocha Boga cieszy się pokojem ,który przewyższa wszystkie radości świata. Święty Alfons mawiał: Bóg nie może nie dotrzymać swoich obietnic i temu, kto porzucił wszystko dla Jego miłości daje życie wieczne /Mt 19, 29 /. Jak tu się lękać?  Zakonnica nie wątpi w Boga i umiera z nadzieją wierząc w słowa swego Pana. „ Purgatur citius”: przez święte śluby zostały odpuszczone wina i kara za popełnione grzechy i gdybyście nie skończyły zadośćuczynienia za winy w tym życiu, modlitwy i ofiary współsióstr pomogłyby zmarłej uwolnić się prędko od kar czyśćcowych.  Po śmierci każdego członka zgromadzenia posyła się pismo okólne do wszystkich domów o modlitwy w intencji zmarłych. Dnia 10 tego miesiąca umarł w Calabrii kleryk Volpini Ferruccio – już o nim wam mówiłem, że on odmówiwszy swoje zwykłe modlitwy upadł na ziemię mówiąc:  „Boże mój, Boże mój”. Pół godziny później nie żył. A więc jak tylko otrzymano w domach pismo okólne z zawiadomieniem o śmierci, przez 3 dni kapłani będą odprawiać msze święte za niego; tak jak i wy po śmierci współsiostry odmawiacie wiele różańców, uczestniczycie wielu mszach świętych i ofiarujecie tyle umartwień za jej duszę. A więc za tego kleryka, który umarł wszyscy nasi współbracia ofiarują msze, różańce, trudy – a jest ich ponad 100. Patrzcie ile modlitwy ! I zauważcie, że tych kleryków nie jest aż tylu, ale są bardzo dobrzy, nie ma ich wielu, lecz wszyscy najlepsi, owszem niektórzy są prawdziwymi świętymi Alojzymi. Co do niektórych mówi się nawet o rzeczach cudownych, o rzeczach nadzwyczajnych.  Staram się stłumić te głosy ponieważ nie chcę, aby się o nich mówiło. W waszych małych regułach, które teraz otrzymacie znajduje się rozdział traktujący o modlitwach za zmarłych i zobaczycie, że nasze Zgromadzenie,  jest jednym z tych,  „w których modli się więcej za umarłych współbraci. „ Remuneratur copiosius”: Jezus obiecał, że nie zostawi bez nagrody zwykłej szklanki wody danej w Jego imię i dla Jego miłości. Jakże zostawi bez nagrody tyle ofiar, tyle dobrych uczynków, które spełnia każdego dnia dobra zakonnica?  Obiecał stokrotną zapłatę na tym świecie, a życie wieczne w innym. Kto zostawi dla Jego miłości ojca matkę, dobra doczesne…Nie żałujcie, że opuściłyście rodzinę. Teraz oni was krytykują, może was ganią i sprawiają wam ból ponieważ nie mają waszej wiary nie rozumieją, że to właśnie ta wiara pewnego dnia połączy ich z wami na zawsze w raju.

/Kazanie do zakonnic z 13 IX 1919/

Par.I,220ss.