Make an Appointment

(815) 555-5555

Rio de Janeiro, 16 XII 1921

Do ks. Perduca

Dusz, dusz!

Drogi Księże Perduca, Otrzymałem drogi i miły list księdza. Pozdrawiam w Panu księdza, ks. rektora, ks. kan. ekonoma i wszystkich przełożonych w seminarium. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście zdrowi. Modlę się do Pana, aby wam udzielił wszelkiej łaski niebieskiej i swojego pokoju i błogosławieństwa. Wy jesteście rzeźbiarzami żywych kamieni, które utworzą Boże tabernakulum z ludźmi (1). Jaką to wielką misję wypełniacie, jaką to wielką koronę szykujecie dla nieba. Przecież wy przygotowujecie ludzi bożych i prawdziwe boże budowle, o których pisał De Maistre. Św. Hildegarda widziała powstający wiek – wiek przedziwnej siły sług Jezusa Chrystusa. Drogi mój księże Perduca, wy i wszyscy, którzy prowadzicie seminarium i wieczerniki życia zakonnego, jesteście tymi, którzy przygotowują najpiękniejsze dni dla Kościoła – dni, które Bossuet przepowiedział, gdy powstawszy z klęczek przed Najświętszym Sakramentem raczej z pewnym wzrokiem biskupa niż ze wzrokiem geniusza powiedział, płacząc z wielkiej radości i pociechy: „Oto przygotowuje się nowe pokolenie kapłanów – nowi i żywi obrońcy chrześcijaństwa, którzy pokonają niewiarę; nastąpi epoka miłości i triumf wiary i Kościoła Miłości”! „Błogosławione oczy, które będą patrzyły na połączenie się Zachodu i Wschodu, aby nastąpiły piękne dni Kościoła” – mówił dalej wielki biskup. Nic się nie oprze miłości Jezusa Chrystusa i Jego namiestnika, miłości biskupów i kapłanów, którzy dadzą wszystko – dobra a nawet życie, aby stać się bożymi ofiarami miłości Bożej wśród ludzi! A będzie to miłość oświecona, która nie odrzuci nic z wiedzy, z postępu, z tego, co wielkie i co oznacza wyniesienie rodzaju ludzkiego. Będzie to radosna miłość, która nigdy się nie zatrwoży, a która właśnie dlatego, że jest prawdziwa i naprawdę pochodzi od Boga, nie będzie miała przeciw sobie rozumu, o nie; owszem jemu da miejsce honorowe i przywróci mu większe znaczenie, jakiego mu nie dali dotychczas ci liczni, którzy wydawali się być albo się nazywali jego paladynami, czcicielami, a nawet adoratorami. Będzie to miłość, „która nie zamyka bram”, jakby to powiedział nasz Dante; będzie to miłość Boża, która buduje i jednoczy w Chrystusie, która wzniesie się na fundamencie objawienia, która wyjdzie z Kościoła świętego i apostolskiego Rzymu, i jak żywy strumień zstąpi z nieba, ponieważ wychodzi z samego Serca Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, i zapoczątkuje, i zaznaczy największą epokę chrześcijańską i cywilizacyjną świata. „Et erunt coeli novi et terra nova – I będą niebo nowe i ziemia nowa”! (por. Iz 66, 22). Krzyż będzie błyszczał na niebie umysłów, będzie dawał narodom światło i nowe blaski życia i chwały: będzie tak błyszczał najsłodszym niezniszczalnym światłem, jak go widział błyszczącym Konstantyn na niebie walk. A życie, chociaż pozostanie powszechnym bojowaniem o cnoty, o dobroć, o ciągłe doskonalenie, stanie się agapą, na którą każdy coś przyniesie zamiast brać. Każdy będzie żył Bogiem, będzie się czuł pracownikiem Boga; i będzie nim, będzie szczęśliwy oddając życie za sprawiedliwość, za prawdę, za miłość, za Jezusa Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą, Życiem, Miłością, i będzie jedna owczarnia pod przewodnictwem jedynego Pasterza – Jezusa Chrystusa Pana i naszego Odkupiciela, który w swoim namiestniku, w papieżu – „słodkim Chrystusie na ziemi” – będzie królował z tak wielką chwałą, że przewyższy wszelką myśl ludzką i wszelkie nadzieje dobrych, a cała ziemia zobaczy, iż nie ma nic rzeczywiście wielkiego poza naszym Panem Jezusem Chrystusem. Papież nie będzie tylko „ojcem ludu chrześcijańskiego” – jak ta powiedział św. Augustyn (List 50) – ale będzie ojcem świata, który stanie się chrześcijański. Na nim będzie ciążył i wokół niego będzie się obracał cały świat, który jedynie od niego – „namiestnika Boga na ziemi” – jak zwykł był go nazywać św. Benedykt Józef Labre – będzie miał życie, zbawienne i chwałę! Na pewna teraz te rzeczy wydają się nam niemożliwe, wydają się wręcz prawdziwym szaleństwem; z pewnością nie człowiek :potrafi tego dokonać, ale ręka Boża. Będzie to nieskończone miłosierdzie Jezusa, który przyszedł dla nas grzeszników, będzie to Boża wieczna miłość Jezusa ukrzyżowanego, który

pragnie, żeby Jego odkupienie było obfite, żeby ludzie „mieli życie i obficie mieli – vitam habeant et abundantius habeant”! (por. J 10, 10). Będzie to godzina Boga, będzie to wielki dzień Jezusa Chrystusa Pana Zbawiciela i Boga naszego! Jezus w ten sposób zwycięży świat – zwycięży przez miłość, przez miłosierdzie. Jestem ucieszony każdą dobrą wiadomością, którą mi ksiądz podaje o zakładzie „Dante”, o wychowawcach i o chłopcach. Niech Bóg będzie błogosławiony! Oby rośli nowi ludzie w nas i w naszych skromnych domach! Zwalczajmy zawsze egoizm i wzrastajmy w miłości Boga i braci; niech wzrasta w nas Bóg i niech On żyje, a nie my. Stwórzmy na ziemi nową armię – armię zdolną do ofiar, zwyciężającą złe siły, armię siewców Boga, która oddaje swoje własne życie, aby przygotować glebę i siać Jezusa Pana w sercach braci i ludu; formujmy wielką armię niezwyciężoną – armię miłości, prowadzoną przez Chrystusa, przez Matkę Najświętszą, przez papieża i biskupów! Armia miłości przyniesie spragnionym masom ludzkim tak mocne i słodkie życie i światło Boże, że cały świat zostanie odnowiony w Chrystusie, jak to już powiedział św. Paweł. Burza, która teraz tak przeraża, przeminie, a obecny chaos zostanie przezwyciężony, ponieważ duch miłości zwycięża wszystko; ponad chmurami gromadzonymi przez ludzi zjawi się ręka Boga, a Chrystus odzyska swoją wspaniałą pozycję i swoje slodkie rządy. Sprawiło mi to wielką radość, że ks. Alojzy Bianchi uczy w „Dantem”. On był tym, który mi pożyczył pierwszych pięć soldów, żebym mógł się ogolić i udać do biskupa z prośbą o pozwolenie na otwarcie domu w San Bernardino. Podobnie pocieszają mnie wiadomości o probandacie. Jeżeli mi wolno dać jakąś zachętę, to proszę wszystkich, aby się troszczyli o probandat – troszczyli o pobożność, o ducha poświęcenia, o ducha pracowitości, o naukę i życie zakonne. Jestem również zadowolony z tego, co mi ksiądz pisze o San Sebastiano. Bóg będzie błogosławił i ta parafia będzie tym bardziej prosperować, im bardziej nasze siostry będą pokornymi siewcami i misjonarkami miłości Jezusa. Wiele jeszcze rzeczy zrobi się w San Sebastiano – i miejscowość ta będzie miała z tego wielkie korzyści różnego rodzaju. (…) Wiadomo księdzu, że wezwałem tutaj dwóch czy trzech kapłanów, a także zapewne i to, że wezwanie tych naszych braci na pierwszy rzut oka może wydawać się szaleństwem i czymś błędnym, ale zanim to uczyniłem, modliłem się bardzo dużo do Matki Najświętszej! Wy teraz musicie pracować więcej i robić to z miłości do Boga. Mam nadzieję powrócić w kwietniu. W drugiej połowie stycznia wrócę do Argentyny, ponieważ przynagla mnie otwarcie kościoła, który nam dano i który będzie parafią w Victorii – pięknej miejscowości odległej o 20 km od Buenos Aires, a połączonej ze stolicą dwiema liniami kolejowymi, przy czym tylko na jednej z nich kursują 74 pociągi w jedną stronę i tyleż z powrotem. Dom jest już gotowy, i tam umieszczę nowicjat. Kościół kosztował 160 tys. pesos; jedno peso kosztuje od siedmiu do ośmiu lirów włoskich. Kościół jest nowy. Tam znalazłem figurę Matki Boskiej od Straży z Genui z Jej Benedyktem Paretem (2), i kościół będzie pod wezwaniem tej Matki Boskiej, tak jak napisałem do Ojca św. Kiedy spostrzegłem, że znajduję się przed Madonną od Straży, nie mogłem nie zapłakać. Przybyłem do Ameryki 20 sierpnia – w pierwszy dzień nowenny da Matki Boskiej od Straży. Przed zejściem ze statku napisałem do monsignora Malfattiego, rektora sanktuarium Matki Boskiej od Straży w Genui, że rozpocząłem nowennę na statku (święto, jak wiecie, przypada 29 sierpnia), a napisałem mu, że pierwszy kościół, jaki będziemy mieli, dedykujemy Matce Boskiej od Straży i że będziemy szerzyć Jej nabożeństwo. Oto Najświętsza Dziewica zechciała zrobić mi niespodziankę i okazała się gotowa. Potrzebuję pomocy, bardzo potrzebuję pomocy; rozejrzyjcie się wokół, czy nie znajdzie się jakiś dobry kapłan, który by przybył mi pomóc, ale nie po to, aby robić pieniądze; potrzebni są kapłani czy klerycy, którzy przyszliby nie po to, żeby uprawiać handel w świątyni, ale żeby kochać Boga, pokornie i ulegle służyć Kościołowi i zbawiać dusze! Gdy ksiądz spotka drogiego biskupa, proszę mu zakomunikować, że napiszę do niego w czasie tych świąt z Minas Gerais w głębi Brazylii, dokąd się udaję, żeby spędzić święta Bożego Narodzenia wśród sierot. Niech ksiądz ucałuje jego święty pierścień za mnie i poprosi dla mnie o święte błogosławieństwa. Proszę podziękować ks. rektorowi za to, co robi dla zakładu „Dante”. Czy kaplica została już otwarta? Za tyle wnęk przygotowanych Matce Najświętszej, Ona powinna chyba przygotować jedną stosowną wnękę w niebie dla nas, co ksiądz na to? Otrzymałem wiadomości od ks. Sterpiego o śmierci ks. Salwatora Iatiego. Kilka dni temu widziałem wszystkich naszych księży i kleryków zmarłych, siedzących jak gdyby w kole, i był wśród nich również ks. Iati. Byłem w podróży i kiedy powróciłem, zastałem list ks. Sterpiego, który mi przysłał niezłe wiadomości o ks. Iatim, byłem więc zaskoczony. Muszę wyznać księdzu, że wśród tych drogich

zmarłych byli również niektórzy jeszcze żyjący; jeden chciał wyprzedzić drugiego, który – jak mi się wydawała – powinien wpierw umrzeć, ponieważ jest chory od lat. To Quadrotta. W ten sposób Pan przygotowuje mnie, drogi księże Perduca! Niech się dzieje wola Boga! Tego, co czuję w sercu, nie umiem księdzu powiedzieć, chcę tylko wyrazić: niech się dzieje zawsze wola naszego Pana! Podczas gdy skończyłem swoje wyznanie bardziej sercem niż piórem, że pragnę błogosławić zawsze wolę Boga, nadszedł list od przełożonej z Genui, która podaje mi obszerne wiadomości o śmierci ks. Iatiego. Opłakuję tego człowieka, który był pierwszym naszym kapłanem Kalabryjczykiem – sierotą po trzęsieniu ziemi, zawsze dobrym i wielkiego ducha. Dość! Pragnę skończyć słowami: niech się dzieje wola Pana! Dowiedziałem się także, że zmarła s. Maria Marcjanna, nauczycielka z Genui, która była w San Sebastiano. Dobrze, niech się dzieje wola Boga! Biedna siostra, będę się modlił za nią! Chcę zobaczyć, kto zwycięży, czy Pan chłoszcząc mnie, czy ja błogosławiąc Go za Jego łaskę. A teraz żegnajmy się jako dobrzy bracia w Panu, i naprzód! Zdrowaś Maryja i naprzód! Ks. Iati umarł z krzyżem w ręku; nie bądźmy gorsi od niego my, którzy z łaski Bożej jesteśmy nauczycielami wiary i miłości, starszymi od niego i ojcami jego duszy. Weźmy nasz krzyż, i złączeni z Jezusem na krzyżu idźmy naprzód, naprzód, naprzód! Proszę pozdrowić, wszystkich „w Panu – in Domino”. Nie wyszczególniam ich: mówię księdzu – wszystkich i każdego z osobna. Podobnie ks. Mariusz (Ghiglione), ks. Depaoli, Dondero i czterej ostatnio przybyli ślą słowa uszanowania i polecają się modlitwom księdza i wszystkich. Poproście wszystkich, żeby się modlili za ks. Iatiego, jak również za siostrę. Proszę powiedzieć biskupowi, że płakałem nad jego listem. Przyjąłem w Buenos Aires Instytut Narodowy Marco Paz; jest w nim 700 sierot, w marcu będzie 1000. Pomyślcie, że nigdy nie byli na mszy św., nigdy nie mieli nauki religii, nie byli bierzmowani, nie przystępowali do komunii św., a bardzo wielu jest jeszcze nieochrzczonych. Drogi księże Perduca, niech Bóg i Matka Najświętsza ci błogosławią. Polecam księdzu w sposób szczególny kapłanów, kleryków i probantów. Kreślę się jako brat w Jezusie Chrystusie ks. Alojzy Orione ze Zgromadzenia „Boskiej Opatrzności”

(1) Czyli zamieszkanie Boga wśród ludzi. (2) To znaczy z człowiekiem, który miał koło Genui objawienie Matki Boskiej. Kompozycja figuralna Matki Boskiej z klęczącym przy Niej B. Paretem nosi nazwę Matki Boskiej do Straży.